Wszystko układa się dobrze. W pracy coraz lepiej. W domu, naszym domu (wciąż jeszcze nie własnym, ale jednak wspólnym) wszystko w normie – żadnych spięć, napięć czy kłótni. A jednak… Wczoraj po pracy spotkałam się z Siostrą. Wracałam więc do domu późno. Było już ciemno. Wysiadłam z autobusu i drogę, którą miałam do odbycia pieszo przebyłam bardzo wolnym spacerem. Noc była piękna. Mnie zaś napadły złe myśli.

Czy to jest moje miejsce? Czy o jest życie, którego ja chcę?

Szybko odgoniłam te złe myśli od siebie, przyspieszyłam kroku, wróciłam do domu. W domu czekał, oczywiście, P., ale…

Weszłam do domu, przywitałam się, daliśmy sobie buziaka. Standard, ale.. Żadnego tęskniłem, w końcu jesteś, co tak długo… Hmm.. Kiedyś takie teksty rzucał, jak wracałam do domu 10 minut później niż zwykle… No, ale OK, może się czepiam… Powymyślałam trochę, że niby w żartach „Ty nic za mną nie tęskniłeś…”. Wymyślałam, to dostałam odpowiedź, aż mi w buty poszło… „Spotkałaś się z Siostrą, byłaś na mieście, to się ciesz, a nie narzekasz”. Eeee?

Jakoś tak mi się dziwnie zrobiło….

Paranoja? Może… Może wymyślam, bo jest za stabilnie. Może. Oby.