Kolejny rok za nami.

Próbowałam zrobić małe jego podsumowanie. Wyszły mi dwa punkty kulminacyjne:

  • Przeistoczenie „jako takiego związku” na wszystko-wypełniającą, prawdziwą miłość. Dostrzegliśmy z P. miłość w swoich oczach. I, wydaje mi się, wychodzi nam to na dobre.
  •  Zmiana pracy z korporacji na trochę dziwny twór, w którym zostałam szefem zespołu. Awans, w którym póki co wciąż próbuję się odnaleźć.

W międzyczasie zmieniły się też nieco moje priorytety, pewne wartości wybiły się na pierwszy plan, inne uszły nieco w cień. Wiem, czego chcę od siebie i od życia, cały czas dążę do tego, by się spełniać. Staram się rozwijać i udoskonalać. Nieustannie próbuję zmieniać na lepsze siebie, moje życie i moje najbliższe otoczenie.

Podsumowując, rok 2016 pożegnałam relatywnie szczęśliwa. Nawet jeśli nie momentami nie był to najlepszy dla mnie okres, to w końcu co nas nie zabije, to nas wzmocni i będzie dobrą lekcją na przyszłość.

 

„Nowy rok – 365 nowych nadziei, tysiąc wyzwań, milion marzeń, jedna miłość.”
(cytat znaleziony na fb)

Tak właśnie widzę ten Nowy Rok 2017 – mnóstwo nadziei, wyzwań, marzeń i tylko jedna miłość.
Prywatnie nie chciałabym chyba nic zmieniać (no poza błyskiem pierścionka zaręczynowego na palcu ;) aczkolwiek z drugiej strony – po co zmieniać coś, co jest dobre?).
Zawodowo? Zawodowo chciałabym dużo sukcesów tam, gdzie jestem obecnie. Daleko mi jeszcze do akceptacji Zespołu. Trudno w końcu zaakceptować szefową, która jest młodsza od zdecydowanej większości Zespołu. Przyznaję, że czasami mam momenty, w których myślę, że porwałam się z motyką na słońce, ale staram się takim myślom nie poddawać. Akceptacja Zespołu, dobre decyzje i sukcesy – tego sobie życzę w tym Nowym Roku w pracy.
A Tobie? Tobie życzę wszystkiego, czego sobie wymarzysz! Oby ten Nowy Rok 2017 był taki, jaki chcesz!