Z końcem czerwca rzuciłam pracę. Dosłownie. Nie wytrzymałam i rzuciłam papiery. Po ochłonięciu emocji – ucieszyłam się, że podjęłam taką decyzję. W ciągu ostatnich tygodni – odpoczęłam. Odpoczęłam i zaczęłam szukać nowej pracy. Nadal szukam.

A w ostatni weekend… Rozbiłam samochód. Nie z mojej winy, ale samochód rozbity. W dodatku szanse na odszkodowanie – niewielkie, bo na drogę wybiegło mi zwierzę. Zwierzę, do którego najprawdopodobniej nikt nie będzie chciał się przyznać.

Dzisiaj siedzę w domu i… Mam potwornego doła. Jak nie urok to przemarsz wojsk. Wszystkie nieszczęścia na raz.