Chyba od zawsze chciałam spróbować jazdy na motorze. Nigdy jednak nie było okazji/możliwości/odpowiedniej determinacji, żeby spróbować. Jakiś czas temu wspomniałam o tym mojemu P., który może pędzić samochodem, który ma 500KM, ale motorów nie lubi i mocno się zarzeka, że na taki nie wsiądzie.  Przy którejś wizycie w garażu mój P. wspomniał Koledze, który tak się składa na motorze jeździ, o naszej rozmowie, pośmiali się, pożartowali, że co to za problem, temat się skończył.

Wczoraj Kolega P. przyjechał do nas… Na motorze. Kolega chwalił się osiągami, spektakularnymi wejściami w winkle, większym silnikiem i takimi różnymi męskimi rzeczami, które, owszem robią na mnie wrażenie, ale z których kompletnie nic nie rozumiem. Postaliśmy chwilę na słońcu, rozmawialiśmy, śmialiśmy się.

To co, Rewolucja? Jedziemy?

Zdębiałam. Szczerze mówiąc, nie sądziłam wcześniej, że mówi poważnie. A dodatkowo, słuchając chwilę wcześniej o prędkości 250 km/h robiło to mnie na wrażenie. Chwila oporów.

OK, ale będziesz rozpędział się powoli? Ja nigdy nie jeżdziłam.

Później szybkie przebranie, kask, krótki instruktaż i… Za chwilę siedziałam na motorze, jeszcze nie do końca świadoma, co znaczy 140 KM, wtulona w Kolegę P., który stał obok i chyba nie wierzył, co widzi i… Jazda. W pewnym momencie myślałam, że pęd powietrza urwie mi kask, głowę i mnie samą. Z motoru zeszłam na drżących nogach. Nie ze strachu. Z podekscytowania. Dopiero po powrocie z „wycieczki” spytałam o prędkość. 230 km/h. WOW! Coś jest na rzeczy z tą opiewaną swobodą, wolnością i przyjemnością. Ja to poczułam.

Czy mi się spodobało? TAK! Dzięki P. spełniają się moje marzenia!

 

Znalezione obrazy dla zapytania kobieta na motorze
www.vabi.com