W ubiegłym tygodniu zarzuciłam sobie, że mam paranoję. Dzisiaj myślę: a może to jednak nie paranoja? Jakoś dziwnie jest ostatnimi czasy pomiędzy mną a P.. Zaczyna mi to sprawiać ból i mocno mnie martwić. Dlaczego tak myślę? A otóż kilka naszych ostatnich dialogów:

Ja: Ty nic za mną nie tęskniłeś…
P.: Spotkałaś się z Siostrą, byłaś na mieście, to się ciesz, a nie narzekasz

Ja: Skoro masz dzisiaj wolne, rozumiem, że zrobisz obiad?
P.: Już jadłem.
Ja: Ale ja wrócę głodna z pracy…
P.: Coś sobie zrobisz…

Ja: Przyjedziesz po mnie do pracy?
P.: W te korki?
Oczywiście, nie przyjechał…

Ja: Przytul mnie…
P.: Ciągle byś się tylko przytulała.

I moje dwa faworyty:

Ja: Kocham Cię
P.: Wiem, mówiłaś mi to już dzisiaj

Lub w wersji pytania, co chyba bardziej boli:

Ja: Kochasz mnie?
P.: Yhy.

Ja: Może jakiś seksik?
P.: Nie chce mi się…

Kurczę, co jest?! Nigdy tak nie było! Ja nie chcę, żeby tak było! Teraz jesteśmy świeżo po rozmowie o tym cholernym obiedzie! I co? I zamiast pracować, chce mi się płakać! Żeby to jeszcze były jakieś żarty, ale P. naprawdę zero, ZERO, żartu miał w głosie. Ostatnio jest tak coraz częściej. Nie wiem, co się dzieje, ale bardzo mi się to nie podoba!

Ehh… :(